CO W BAJKACH PISZCZY? - BAJKI I WIERSZE DLA DZIECI
  • Strona główna
  • O nas
    • Motyl
    • Szerszen
    • Zajac
    • Mrowka
    • Swierszczyk
    • Pajeczyca
    • Kotka
    • Trzmiel
    • Osa
    • Nasze koty
  • Spis bajek
  • Kontakt
  • Kategorie
    • Baśnie
    • Chwile zamyślenia
    • Królestwo zwierząt >
      • Nieludzkie żarcikowo
      • Rechotki-klekotki
      • Niezłe ptaszki
    • Miszmasz
    • Od ucha do ucha
    • Opowieści niesamowite >
      • Przygody duszka Straszka seria
    • Pod choinkę na każdą pogodę
    • Pory roku
    • Rabatka
    • Smoczy kącik
    • Szkolne opowieści
    • Tuż tuż przed snem
    • Zagadki
Tekst: Pajęczyca Lena. Ilustracje: Lara Farkas / Gemini.

W poszukiwaniu srebrnej rosy - odcinek drugi

Tymczasem nieopodal, w przestronnej, wykopanej z niemałym trudem norze przy strumyku płynącym środkiem Lasu, odbywała się narada. Szajka Łobuzów została naprędce odwołana z polowania i innych nocnych zajęć.
​– Nie pomyliłam się. Widzę w nocy wyśmienicie. Jak śmiesz coś podobnego sugerować! – napuszała się Słodziuchna, która właśnie zdała relację ze spotkania z Asią.
​– Tylko się upewniam. To nadzwyczajne wiadomości, chyba sama rozumiesz – uspokajał ją Miś Marcel, szef szajki, który zakładał krawat już do śniadania. – Nie możemy działać pochopnie. Potrzebny będzie nam plan.
​– Prawdziwa? Prawdziwa biedronka? Jakim cudem zapędziła się aż do nas? To dopiero szczęśliwy przypadek! – mały Cheddar wytrzeszczał oczka i podskakiwał nerwowo z jednej nogi na drugą, jak zawsze w obecności Słodziuchny. Jak wiadomo, myszy nie zawsze powinny całkowicie ufać sowom.
​– Najprawdziwsza – potwierdziła poważnie Słodziuchna.
​– Siedmiokropkowa? Siedem kropek? Na pewno siedem? A może jednak tylko dwie? – wilczek Ezra i kocur Yuri przepytywali jeden przez drugiego. Na ich pyszczkach malował się zachwyt.
​Sowa gniewnie poinformowała kamratów, że umie liczyć i potrafi odróżnić dwa od siedmiu. Jeśli ktoś jej nie wierzy, ona bardzo chętnie dziobnie go dwa razy, a potem siedem razy. Nikt jednak nie pokwapił się skorzystać z tej uprzejmej oferty.
​– Czekamy na Turbo? – szybko zmienił temat Marcel. Zazwyczaj nie czekano na ślimaka, a już zwłaszcza wtedy, gdy działać należało szybko.
​Szajka zgodnym chórem opowiedziała się przeciwko czekaniu i przystąpiono do drugiej części spotkania, a mianowicie do niecnego nocnego knowania.
​Na szczęście Asia nie miała o tym pojęcia. Gdyby miała, z pewnością nie zaznałaby tej nocy wiele snu.
Picture
Promienie słońca z trudem przeciskały się przez gęstwinę liści, przypominając złote szpilki wbijane w zieloną poduszkę mchu. Asia poruszyła czułkami, kichnęła od nadmiaru leśnego pyłku i nagle zamarła. Tuż przed jej nosem, na ogromnym liściu łopianu, rozciągała się najpiękniejsza, najbardziej lśniąca ścieżka, jaką kiedykolwiek widziała.
​– Mam cię! – pisnęła z zachwytu, a jej siedem kropek niemal zatańczyło na skrzydełkach. – Srebrna rosa! I to jaka... ciągnie się jak autostrada do samej krainy czarów!
​Biedronka, nie tracąc ani sekundy, podbiegła do lśniącej substancji i z nabożną czcią wyciągnęła nóżkę, by „prysnąć czar”. Jednak zamiast radosnego pryśnięcia i wybuchu nowej bajki, nastąpiło coś zgoła innego. Nóżka Asi ugrzęzła w czymś, co konsystencją przypominało bardzo stary miód połączony z klejem do tapet.
​– Ojej... – stęknęła, próbując się oswobodzić. – Ta rosa jest jakaś... wyjątkowo treściwa. Może to bajka o budyniu?
​– To nie jest bajka o budyniu, mała. To jest mój najnowszy model ścieżki antypoślizgowej – dobiegł ją głos tak flegmatyczny, że Asia poczuła, jakby czas wokół niej nagle zaczął płynąć wstecz.
​Zza krawędzi liścia, z prędkością lodowca w słoneczny dzień, wyłoniła się głowa z dwiema parami czułków. Ślimak wyglądał, jakby właśnie obudził się z drzemki trwającej trzy stulecia.
​– Jestem Turbo – przedstawił się, a Asia niemal parsknęła śmiechem. – Imię dostałem po pradziadku, który kiedyś podobno widział spadającą gwiazdę i od tego czasu rodzina ma ambicje. To, co wzięłaś za skarb, to mój prywatny śluz. Bardzo mi przykro, że twoje życie straciło właśnie blask, ale przynajmniej masz teraz bardzo stabilną przyczepność do liścia.
​Asia, z trudem odklejając nogę od „autostrady”, westchnęła ciężko.
​– Szukam srebrnej rosy z Bajkowej Łąki. Myślałam, że tutaj, w Lesie Łobuzów, znajdę jej całe jeziora. Na Łące bajki znikają, a wszyscy chodzą smutni jak deszczowa jesień.
​Turbo westchnął tak głęboko, że aż jego skorupa, pomalowana w jakieś dziwne, wyblakłe wzory, lekko zatrzeszczała. Rozejrzał się konspiracyjnie w lewo (zajęło mu to minutę) i w prawo (kolejna minuta), po czym szepnął:
​– Słuchaj, mała kropko. Tu nie ma rosy. Tu jest Dama Gangrena.
​– Dama... kto? – Asia zmarszczyła czoło.
​– Gangrena. Imię mówi samo za siebie, prawda? – Turbo smutno pokiwał czułkami. – To ona trzyma cały ten las w garści. Szajka Łobuzów, ci wszyscy twardziele jak Miś Marcel czy Sowa Słodziuchna, to tylko jej kurierzy. Gangrena ma bzika na punkcie magicznych eksperymentów. Kradnie wszystko, co niezwykłe. Podejrzewam, że wasza srebrna rosa trafia prosto do jej kociołków, żeby mogła wyprodukować... nie wiem... eliksir wiecznego marudzenia?
​Asia poczuła, jak ogarnia ją złość.
​– I nikt z tym nic nie robi? Pozwalacie jej na to?
​– Widzisz... ona obiecuje nam lekarstwa na nasze bolączki – wyjaśnił Turbo, a jego oczy zrobiły się mokre. – Marcel ma wieczną migrenę, Ezra boi się własnego cienia, Cheddar ma trzy bąble niewiadomego pochodzenia (jego pchły wypierają się jakichkolwiek z tym faktem powiązań), a ja... heh, ja ni stąd, ni z owąd jestem po prostu nieraz tak smutny, że nie mam siły się ruszać. Czasem po prostu siadam i myślę o tym, że jestem tylko ślimakiem w wielkim wszechświecie, i wtedy czuję taką pustkę, że nawet najsmaczniejszy liść sałaty smakuje jak papier ścierny. Nikt mi nie umie pomóc. Nawet Gangrena, choć obiecała mi syrop „Szybka Strzała”.
​Biedronka spojrzała na przygnębionego ślimaka. Był tak smutny, że niemal pasował do szarej kory drzewa.
​– Turbo, nie płacz! – zawołała, choć sama czuła, że sytuacja jest poważna. – Czy ja mogę ci jakoś pomóc? Przecież nie można tak żyć w ciągłym oczekiwaniu na syrop, który nie działa!
​Turbo spojrzał na nią ze sceptycyzmem wielkości swojej skorupy.
​– Ty? Przecież ty ledwo odkleiłaś nogę od mojego śluzu. Co ty możesz zrobić przeciwko Damie Gangrenie i jej mocy?
​Asia wyprostowała się, otrzepała pancerzyk i z dumnie uniesioną głową spojrzała prosto w czułki Turbo.
​– Może i jestem mała i czasami wpadam w lepkie pułapki – powiedziała z nagłą pewnością w głosie – ale na Bajkowej Łące nauczyliśmy się jednej ważnej rzeczy. Kiedy smutek ciągnie cię do ziemi jak ołowiany ciężarek, nie wolno się poddawać.
​Asia przypomniała sobie rady przyjaciół.
​– Trzeba latać, Turbo! Po prostu trzeba unieść się ponad tymi wszystkimi kłopotami, żeby zobaczyć, gdzie kończy się las, a zaczyna rozwiązanie. Znajdę tę Damę Gangrenę i odzyskam naszą rosę, a przy okazji sprawdzę, co da się zrobić z tym twoim smutkiem!

Obraz
​Turbo wyglądał, jakby chciał zamachać czułkami, ale po krótkiej wewnętrznej walce, którą ewidentnie przegrał, tylko uśmiechnął się jak skazaniec, w którym na krótką chwilkę zaświeciła nadzieja i zaraz zgasła.
​– Jesteś miła, ale trochę głupiutka, biedroneczko – mruknął, wciągając głowę o milimetr głębiej w skorupę. – Gangrena nie lubi gości, a już zwłaszcza takich, którzy mają własne plany zamiast posłuszeństwa.
​Asia jednak nie słuchała już pesymistycznych prognoz ślimaka. Jej małe skrzydełka drżały z niecierpliwości.
​Odbiła się energicznie od liścia łopianu (z lekkim mlaśnięciem, bo śluz Turbo trzymał nadzwyczaj mocno) i wzbiła się w powietrze. Z każdym uderzeniem skrzydełek Las Łobuzów zmieniał swoją postać. Z dołu wydawał się groźnym labiryntem, ale z góry... z góry był po prostu oszałamiający.
Stare dęby i rozłożyste buki tworzyły falujący, szmaragdowy ocean, poprzecinany nitkami srebrzystych strumieni. Gdzieś w oddali słońce odbijało się w jeziorze, a stada ptaków kreśliły na niebie skomplikowane wzory. Przez chwilę Asia wstrzymała oddech. „Las też może być piękny” – pomyślała.
​Jednak ten sielankowy widok nie trwał długo. Gdy biedronka skierowała się ku samemu sercu lasu, kolory zaczęły gwałtownie blaknąć. Soczysta zieleń ustępowała miejsca trującej szarości, a potem głębokiej, nienaturalnej czerni. W samym centrum kniei ziała ogromna, mroczna wyrwa – drzewa stały tam bez liści, powykręcane w bolesnych pozach, jakby zastygły w pół kroku, uciekając przed czymś strasznym. Ziemia była tam spękana i pozbawiona mchu, a nad całą okolicą unosił się ciężki, fioletowy dym.
​– To musi być tam – szepnęła do siebie Asia, czując, jak jej entuzjazm miesza się z nagłym dreszczem strachu. – Tam, gdzie kończy się radość, a zaczynają mroczne myśli i eksperymenty.
​Nie było wątpliwości: Dama Gangrena nie dbała o estetykę krajobrazu. Centralna część lasu wyglądała jak zwęglony szkielet dawnej świetności. Asia nabrała powietrza w malutkie płuca i, starając się nie patrzeć na czarne szpony martwych gałęzi, skierowała się prosto w stronę fioletowych wyziewów.
Picture
Powered by Create your own unique website with customizable templates.
  • Strona główna
  • O nas
    • Motyl
    • Szerszen
    • Zajac
    • Mrowka
    • Swierszczyk
    • Pajeczyca
    • Kotka
    • Trzmiel
    • Osa
    • Nasze koty
  • Spis bajek
  • Kontakt
  • Kategorie
    • Baśnie
    • Chwile zamyślenia
    • Królestwo zwierząt >
      • Nieludzkie żarcikowo
      • Rechotki-klekotki
      • Niezłe ptaszki
    • Miszmasz
    • Od ucha do ucha
    • Opowieści niesamowite >
      • Przygody duszka Straszka seria
    • Pod choinkę na każdą pogodę
    • Pory roku
    • Rabatka
    • Smoczy kącik
    • Szkolne opowieści
    • Tuż tuż przed snem
    • Zagadki