Tekst: Bogumił Zając. Ilustracja: Bożena Szczuka.
Panie weterynarzu, ratuj! Kolejny dzień.
Część IV
– Następny, proszę!
Coś zielonego zwinnie przemknęło po podłodze.
– Ratunku! Pomocy! Złodzieje! Okradli mnie!
Pierwsza zareagowała Zosia, skutecznie powstrzymując jaszczurkę przed dalszym bieganiem po gabinecie.
– To nie komisariat, tu się leczy. Chyba że kogoś okradziono z rozumku.
– Proszę się uspokoić i powiedzieć, o co chodzi – ze spokojem i opanowaniem Tomek wkroczył do akcji, kucając przy intruzie.
Zdyszana jaszczurka wyciągnęła długi język.
– Spałam sobie spokojnie, nagle obudził mnie straszny hałas, to była chyba wielka kosiarka. Spanikowałam i w try miga wskoczyłam w krzaki. Patrzę… patrzę… – głos odmówił jej posłuszeństwa. – Sami… zobaczcie.
Odwróciła się i pokazała tył tułowia, gdzie ewidentnie brakowało ogona.
– Ja cię kręcę – prostolinijnie skwitowała pielęgniarka. – Został tylko kikut.
– Pomóżcie, ratujcie, może jakąś protezę się da zrobić? Może być tytanowa, dopłacę, drewniane są już niemodne.
Tomek uśmiechnął się wyrozumiale i w swoim stylu zaczął wykład.
– Droga jaszczurko, żadna proteza nie będzie potrzebna. Takie zjawisko jest charakterystyczne dla twojego gatunku. Nazywa się to autotomią.
– Ale ja nawet nie mam auta…
– Nie ma co odwracać kota ogonem – wtrąciła się Zosia. – Jak doktor mówi, że to jest autosto… autotro…
– Autotomia – przyszedł z pomocą chłopiec.
– Au to to… właśnie. Trzeba mieć zaufanie na linii lekarz-pacjent. Inaczej trudno o dobry efekt leczenia.
– W strachu jaszczurki mogą odrzucić ogon, który często się wije, odciągając uwagę napastnika.
– I co, kosiarka dała się na to nabrać? – dziewczynka zachichotała.
– Zosiu – przerwał Tomek stanowczo. – Proszę mi tu nie robić koło ogona… – zająknął się, zerkając na zielonego pacjenta. – Przepraszam, wymsknęło mi się. Natomiast mam dobrą wiadomość. Taki ogon odrasta!
– Odrasta? – nie dowierzała jaszczurka.
– Tak, trochę inny, ale własny.
– Hmm… może wyrośnie mi niebieski. Zawsze marzyłam, żeby być lazurową albo błękitną.
Tomek porozumiewawczo mrugnął do Zosi, która dziś miała na sobie niebieski fartuszek.
– I po sprawie, jest pani zdrowa – weterynarz zadowolony klasnął w ręce.
Jaszczurka już go jednak nie słuchała, tylko mamrotała coś pod nosem:
– A gdyby tak otworzyć internetową sprzedaż ogonów? Czysty biznes. Firma Ogonex, nasze hasło: „Straciłeś ogon? Nie trać także głowy. Zapewniamy ekologiczne, w stu procentach naturalne, ogony dla każdego!”
Zosia złapała się za głowę.
– Niektórzy to chcą ciągnąć dwie sroki za ogon.
– Nawet dwie jaszczurki – dorzucił Tomek, po czym razem z asystentką wpadli w niepohamowany napad śmiechu.
Coś zielonego zwinnie przemknęło po podłodze.
– Ratunku! Pomocy! Złodzieje! Okradli mnie!
Pierwsza zareagowała Zosia, skutecznie powstrzymując jaszczurkę przed dalszym bieganiem po gabinecie.
– To nie komisariat, tu się leczy. Chyba że kogoś okradziono z rozumku.
– Proszę się uspokoić i powiedzieć, o co chodzi – ze spokojem i opanowaniem Tomek wkroczył do akcji, kucając przy intruzie.
Zdyszana jaszczurka wyciągnęła długi język.
– Spałam sobie spokojnie, nagle obudził mnie straszny hałas, to była chyba wielka kosiarka. Spanikowałam i w try miga wskoczyłam w krzaki. Patrzę… patrzę… – głos odmówił jej posłuszeństwa. – Sami… zobaczcie.
Odwróciła się i pokazała tył tułowia, gdzie ewidentnie brakowało ogona.
– Ja cię kręcę – prostolinijnie skwitowała pielęgniarka. – Został tylko kikut.
– Pomóżcie, ratujcie, może jakąś protezę się da zrobić? Może być tytanowa, dopłacę, drewniane są już niemodne.
Tomek uśmiechnął się wyrozumiale i w swoim stylu zaczął wykład.
– Droga jaszczurko, żadna proteza nie będzie potrzebna. Takie zjawisko jest charakterystyczne dla twojego gatunku. Nazywa się to autotomią.
– Ale ja nawet nie mam auta…
– Nie ma co odwracać kota ogonem – wtrąciła się Zosia. – Jak doktor mówi, że to jest autosto… autotro…
– Autotomia – przyszedł z pomocą chłopiec.
– Au to to… właśnie. Trzeba mieć zaufanie na linii lekarz-pacjent. Inaczej trudno o dobry efekt leczenia.
– W strachu jaszczurki mogą odrzucić ogon, który często się wije, odciągając uwagę napastnika.
– I co, kosiarka dała się na to nabrać? – dziewczynka zachichotała.
– Zosiu – przerwał Tomek stanowczo. – Proszę mi tu nie robić koło ogona… – zająknął się, zerkając na zielonego pacjenta. – Przepraszam, wymsknęło mi się. Natomiast mam dobrą wiadomość. Taki ogon odrasta!
– Odrasta? – nie dowierzała jaszczurka.
– Tak, trochę inny, ale własny.
– Hmm… może wyrośnie mi niebieski. Zawsze marzyłam, żeby być lazurową albo błękitną.
Tomek porozumiewawczo mrugnął do Zosi, która dziś miała na sobie niebieski fartuszek.
– I po sprawie, jest pani zdrowa – weterynarz zadowolony klasnął w ręce.
Jaszczurka już go jednak nie słuchała, tylko mamrotała coś pod nosem:
– A gdyby tak otworzyć internetową sprzedaż ogonów? Czysty biznes. Firma Ogonex, nasze hasło: „Straciłeś ogon? Nie trać także głowy. Zapewniamy ekologiczne, w stu procentach naturalne, ogony dla każdego!”
Zosia złapała się za głowę.
– Niektórzy to chcą ciągnąć dwie sroki za ogon.
– Nawet dwie jaszczurki – dorzucił Tomek, po czym razem z asystentką wpadli w niepohamowany napad śmiechu.