Tekst: Bogumił Zając. Ilustracja: Bożena Szczuka.
Panie weterynarzu, ratuj! Kolejny dzień.
Część III
– Następny, proszę!
Do gabinetu powolnym krokiem wszedł chudy kogut. Nieco spłowiały grzebień zwisał mu żałośnie, zmierzwione pióra były lekko zakurzone, a oczy smutne.
– Słucham, co się dzieje? W czym mogę pomóc?
Kurak chciał wskoczyć na kozetkę, ale niemrawe podskoki były za słabe i dopiero za trzecim razem mu się to udało.
– Chyba mnie coś dopadło. Rano ciężko zwlec mi się z grzędy, nic mnie nie cieszy, jakoś słabowicie się czuję i tylko patrzę, żeby wrócić do kurnika. Mógłbym tak siedzieć całymi dniami.
Tomek już miał pewne podejrzenia co do diagnozy, ale wpierw zbadał szczegółowo pacjenta.
– Ciało zdrowe, serce jak dzwon. Problem leży gdzie indziej. Powiedz, od kiedy zaczął się u ciebie taki stan? – spojrzał z życzliwością w kogucie oczy.
– Hmm… Sam nie wiem. Jakoś tak od pewnego czasu nie muszę wstawać rano, żeby kukuryczeć o świcie. Nikt już nie potrzebuje piania koguta. Teraz to tylko budziki w telefonach, komu taki kogut potrzebny? Jak mi to nie przejdzie, to chyba na ochotnika zgłoszę się na rosół.
– Za chudy jesteś – wyrwało się Zosi, ale szybko przeprosiła, gdy Tomek zgromił ją wzrokiem.
– I tu leży sedno problemu – chłopiec zwrócił się do koguta. – Masz depresję. To taki stan, kiedy nic się nie chce, nic nie cieszy. Ale wiemy, co jest tego przyczyną. Czujesz się niepotrzebny, a wcale tak nie jest.
– Kiedy naprawdę nie jestem potrzebny. Moim zadaniem było zapiać co rano, by zbudzić całą wieś.
– To zmień pracę – Zosia znowu najpierw powiedziała, zanim pomyślała.
– Dobre sobie! Kto zatrudni ośmioletniego koguta? Teraz chcą młodych, prężnych, zresztą, co miałbym robić? Odstraszać sroki? No bez jaj!
– Źle na to wszystko patrzysz. Pierwsza sprawa, popatrz.
Młody weterynarz wyciągnął telefon, nastawił alarm, gestem uciszył pozostałych i zaczął na palcach odliczać. Kiedy doszedł do zera, w telefonie wybrzmiał dźwięk… koguciego piania.
– To… to… przecież ja! – po raz pierwszy kogut zerwał się z wigorem.
– No widzisz, kogucie pianie nadal jest ważne. Tylko technika poszła do przodu. I teraz, druga sprawa. Dzięki temu, NIE MUSISZ już piać co rano. Pora na zasłużoną emeryturę. Możesz piać, kiedy tylko zechcesz, nie musisz zrywać się przed świtem…
– Nie… muszę… piać co rano? – do pacjenta powoli docierał sens tych słów.
Tomek z Zosią radośnie pokiwali twierdząco głowami.
– To świetnie! Już czuję, jak wraca mi energia. Teraz będę wstawał w południe, w końcu się wyśpię. No, i zawsze chciałem zakukuryczeć o północy!
– Zaraz, to niekoniecznie dobry pomysł… – urwał w pół zdania Tomek, gdyż za kogutem już trzasnęły drzwi.
– No to coś czuję, że dzisiejszej nocy nie pośpimy.
– I dlatego ja pójdę dziś spać z kurami – podsumowała rezolutnie Zosia.
Do gabinetu powolnym krokiem wszedł chudy kogut. Nieco spłowiały grzebień zwisał mu żałośnie, zmierzwione pióra były lekko zakurzone, a oczy smutne.
– Słucham, co się dzieje? W czym mogę pomóc?
Kurak chciał wskoczyć na kozetkę, ale niemrawe podskoki były za słabe i dopiero za trzecim razem mu się to udało.
– Chyba mnie coś dopadło. Rano ciężko zwlec mi się z grzędy, nic mnie nie cieszy, jakoś słabowicie się czuję i tylko patrzę, żeby wrócić do kurnika. Mógłbym tak siedzieć całymi dniami.
Tomek już miał pewne podejrzenia co do diagnozy, ale wpierw zbadał szczegółowo pacjenta.
– Ciało zdrowe, serce jak dzwon. Problem leży gdzie indziej. Powiedz, od kiedy zaczął się u ciebie taki stan? – spojrzał z życzliwością w kogucie oczy.
– Hmm… Sam nie wiem. Jakoś tak od pewnego czasu nie muszę wstawać rano, żeby kukuryczeć o świcie. Nikt już nie potrzebuje piania koguta. Teraz to tylko budziki w telefonach, komu taki kogut potrzebny? Jak mi to nie przejdzie, to chyba na ochotnika zgłoszę się na rosół.
– Za chudy jesteś – wyrwało się Zosi, ale szybko przeprosiła, gdy Tomek zgromił ją wzrokiem.
– I tu leży sedno problemu – chłopiec zwrócił się do koguta. – Masz depresję. To taki stan, kiedy nic się nie chce, nic nie cieszy. Ale wiemy, co jest tego przyczyną. Czujesz się niepotrzebny, a wcale tak nie jest.
– Kiedy naprawdę nie jestem potrzebny. Moim zadaniem było zapiać co rano, by zbudzić całą wieś.
– To zmień pracę – Zosia znowu najpierw powiedziała, zanim pomyślała.
– Dobre sobie! Kto zatrudni ośmioletniego koguta? Teraz chcą młodych, prężnych, zresztą, co miałbym robić? Odstraszać sroki? No bez jaj!
– Źle na to wszystko patrzysz. Pierwsza sprawa, popatrz.
Młody weterynarz wyciągnął telefon, nastawił alarm, gestem uciszył pozostałych i zaczął na palcach odliczać. Kiedy doszedł do zera, w telefonie wybrzmiał dźwięk… koguciego piania.
– To… to… przecież ja! – po raz pierwszy kogut zerwał się z wigorem.
– No widzisz, kogucie pianie nadal jest ważne. Tylko technika poszła do przodu. I teraz, druga sprawa. Dzięki temu, NIE MUSISZ już piać co rano. Pora na zasłużoną emeryturę. Możesz piać, kiedy tylko zechcesz, nie musisz zrywać się przed świtem…
– Nie… muszę… piać co rano? – do pacjenta powoli docierał sens tych słów.
Tomek z Zosią radośnie pokiwali twierdząco głowami.
– To świetnie! Już czuję, jak wraca mi energia. Teraz będę wstawał w południe, w końcu się wyśpię. No, i zawsze chciałem zakukuryczeć o północy!
– Zaraz, to niekoniecznie dobry pomysł… – urwał w pół zdania Tomek, gdyż za kogutem już trzasnęły drzwi.
– No to coś czuję, że dzisiejszej nocy nie pośpimy.
– I dlatego ja pójdę dziś spać z kurami – podsumowała rezolutnie Zosia.