Tekst: Bogumił Zając. Ilustracja: Bożena Szczuka.
Panie weterynarzu, ratuj! Kolejny dzień.
Część II
– Następny, proszę!
Do gabinetu wskoczyło coś bardzo zwinnego i bardzo rudego.
– Baśka jestem! – przywitała się wesoło wiewiórka, kręcąc szybko głową to w lewo, to w prawo.
– Proszę spocząć. – Zosia gestem ręki wskazała kozetkę.
– Potrzebuję czegoś na pamięć!
– A od kiedy ma pani problemy? – Tomek odchylił się w fotelu, oceniając badawczo pacjentkę.
– Z czym?
– No, z pamięcią.
– Ja mam problemy z pamięcią? Dobre sobie.
– No przecież, dopiero co sama pani powiedziała…
– Wypraszam sobie! – uniosła się wiewiórka, a Zosia zakryła usta, tłumiąc śmiech. – Jeszcze nie mam sklerozy… – zawiesiła głos, patrząc na trzymany w ręce świstek kory.
Zaczerwieniła się i dodała przepraszająco:
– Chyba jednak mam. Tu sobie wszystko zapisałam, zaraz opowiem.
Tomek bez ponaglania poczekał na relację gryzonia, a Zosia utkwiła wzrok w plamie na suficie, zagryzając zęby, żeby nie parsknąć.
– Zosiu, nie wypada…
– Tak, wiem, już jestem poważna – przerwała weterynarzowi asystentka. – Zajmijmy się chorą. Jej przypadek wygląda na… twardy orzech do zgryzienia.
– Zapisałam sobie, że moje problemy z pamięcią dotyczą głównie zakopywanych orzechów. Nazbieram tego, ile się da, potem zakopię, ile wlezie, a potem… nie pamiętam gdzie. I ledwo co znajduję.
– Ależ wiewiórko – Tomek z empatią pogłaskał zwierzaka – to typowe dla twojego gatunku. Wiewiórki często zapominają o miejscach ukrycia orzechów. I z takich „zapominajek” wyrastają później drzewa, powstają lasy. To bardzo pożyteczne.
Zosia z uznaniem potakiwała głową już bez cienia złośliwości.
– Co mi z tego, jak zimą umrę z głodu! – zapłakała pacjentka. – Zakopuję orzechy na zimę. Setki orzechów! Włoskie, laskowe, nawet żołędzie na czarną godzinę. I co? I nic! Godzinę później nie pamiętam już, czy zakopałam je pod dębem, czy pod ławką w parku. Niech pan coś doradzi, doktorze. Może wyciąg z miłorzębu, lecytyna?…
– Orzechy! – wypaliła mała pielęgniarka.
– No właśnie, w tym problem, że nie pamiętam, gdzie są zakopane.
Tomek uniósł palec w górę i wygłosił odpowiednie zalecenia:
– Można by oznaczać miejsca na przykład gałązkami czy chorągiewkami…
– Zaraz by się do nich sroki, tchórze i inne zwierzaki dobrały, też mi…
– Proszę nie przerywać! – stanowczo, ale ciepłym głosem kontynuował chłopiec. – Dlatego pora iść z duchem czasu. Proszę! – Wręczył pacjentce smartfona. – Tu jest mapa lasu i parku – pokazywał na ekranie, tłumacząc wszystko po kolei. – A tak zostawia pani pinezkę w miejscu ukrycia orzecha i nikt niepowołany się nie dowie.
– Wow! To jest to, czego mi potrzeba. Super. A są jakieś gry na tym telefonie?
– Mahjong! Bardzo dobra gra na zapamiętywanie! – nie wytrzymała Zosia.
– No to serdecznie dziękuję za pomoc. Wystawię wam bardzo dobrą opinię na Znany Weterynarz!
Kilka minut po wyjściu pacjentki usłyszeli jakiś hałas pod oknem gabinetu. Zajrzeli dyskretnie i zobaczyli wiewiórkę, stukającą w ekran smartfona.
– No, jak to się te pinezki zaznacza, no zapomniałam, popatrz no, zapomniałam!
Zosia spojrzała na Tomka i szelmowsko mrugnęła okiem.
– Jeśli mnie pamięć nie myli, to już mówiłam, że to twardy orzech do zgryzienia.
– Ano twardy, nawet dziadek do orzechów nie pomoże!
Do gabinetu wskoczyło coś bardzo zwinnego i bardzo rudego.
– Baśka jestem! – przywitała się wesoło wiewiórka, kręcąc szybko głową to w lewo, to w prawo.
– Proszę spocząć. – Zosia gestem ręki wskazała kozetkę.
– Potrzebuję czegoś na pamięć!
– A od kiedy ma pani problemy? – Tomek odchylił się w fotelu, oceniając badawczo pacjentkę.
– Z czym?
– No, z pamięcią.
– Ja mam problemy z pamięcią? Dobre sobie.
– No przecież, dopiero co sama pani powiedziała…
– Wypraszam sobie! – uniosła się wiewiórka, a Zosia zakryła usta, tłumiąc śmiech. – Jeszcze nie mam sklerozy… – zawiesiła głos, patrząc na trzymany w ręce świstek kory.
Zaczerwieniła się i dodała przepraszająco:
– Chyba jednak mam. Tu sobie wszystko zapisałam, zaraz opowiem.
Tomek bez ponaglania poczekał na relację gryzonia, a Zosia utkwiła wzrok w plamie na suficie, zagryzając zęby, żeby nie parsknąć.
– Zosiu, nie wypada…
– Tak, wiem, już jestem poważna – przerwała weterynarzowi asystentka. – Zajmijmy się chorą. Jej przypadek wygląda na… twardy orzech do zgryzienia.
– Zapisałam sobie, że moje problemy z pamięcią dotyczą głównie zakopywanych orzechów. Nazbieram tego, ile się da, potem zakopię, ile wlezie, a potem… nie pamiętam gdzie. I ledwo co znajduję.
– Ależ wiewiórko – Tomek z empatią pogłaskał zwierzaka – to typowe dla twojego gatunku. Wiewiórki często zapominają o miejscach ukrycia orzechów. I z takich „zapominajek” wyrastają później drzewa, powstają lasy. To bardzo pożyteczne.
Zosia z uznaniem potakiwała głową już bez cienia złośliwości.
– Co mi z tego, jak zimą umrę z głodu! – zapłakała pacjentka. – Zakopuję orzechy na zimę. Setki orzechów! Włoskie, laskowe, nawet żołędzie na czarną godzinę. I co? I nic! Godzinę później nie pamiętam już, czy zakopałam je pod dębem, czy pod ławką w parku. Niech pan coś doradzi, doktorze. Może wyciąg z miłorzębu, lecytyna?…
– Orzechy! – wypaliła mała pielęgniarka.
– No właśnie, w tym problem, że nie pamiętam, gdzie są zakopane.
Tomek uniósł palec w górę i wygłosił odpowiednie zalecenia:
– Można by oznaczać miejsca na przykład gałązkami czy chorągiewkami…
– Zaraz by się do nich sroki, tchórze i inne zwierzaki dobrały, też mi…
– Proszę nie przerywać! – stanowczo, ale ciepłym głosem kontynuował chłopiec. – Dlatego pora iść z duchem czasu. Proszę! – Wręczył pacjentce smartfona. – Tu jest mapa lasu i parku – pokazywał na ekranie, tłumacząc wszystko po kolei. – A tak zostawia pani pinezkę w miejscu ukrycia orzecha i nikt niepowołany się nie dowie.
– Wow! To jest to, czego mi potrzeba. Super. A są jakieś gry na tym telefonie?
– Mahjong! Bardzo dobra gra na zapamiętywanie! – nie wytrzymała Zosia.
– No to serdecznie dziękuję za pomoc. Wystawię wam bardzo dobrą opinię na Znany Weterynarz!
Kilka minut po wyjściu pacjentki usłyszeli jakiś hałas pod oknem gabinetu. Zajrzeli dyskretnie i zobaczyli wiewiórkę, stukającą w ekran smartfona.
– No, jak to się te pinezki zaznacza, no zapomniałam, popatrz no, zapomniałam!
Zosia spojrzała na Tomka i szelmowsko mrugnęła okiem.
– Jeśli mnie pamięć nie myli, to już mówiłam, że to twardy orzech do zgryzienia.
– Ano twardy, nawet dziadek do orzechów nie pomoże!