Tekst: Edyta Tosza. Ilustracja: Pan Zygzak.
O tym, dlaczego napotkane na polanie zwierzęta bały się łośka
Raz nad ranem, przez polanę,
po traw kępkach i po rosie,
szlakiem dobrze wydeptanym
długonogi sunął łosiek.
Wszystkich witał uśmiechnięty,
kłaniał się i miło ryczał,
paniom prawił komplementy
z entuzjazmem i słodyczą.
Tu zatrzymał się na chwilę,
by powąchać jakiś kwiatek,
tam chciał bawić się z motylem
jak brat duży z małym bratem.
Ze zdziwieniem jednak spostrzegł,
że od niego wszyscy stronią...
Smutny, zmoczył wielkie nozdrza,
łez co najmniej setkę roniąc.
W końcu ktoś mu wyznał prawdę,
w którą łośki wierzyć nie chcą:
– Ja, niespełna jednolatek,
mam największy być ze zwierząt?!
po traw kępkach i po rosie,
szlakiem dobrze wydeptanym
długonogi sunął łosiek.
Wszystkich witał uśmiechnięty,
kłaniał się i miło ryczał,
paniom prawił komplementy
z entuzjazmem i słodyczą.
Tu zatrzymał się na chwilę,
by powąchać jakiś kwiatek,
tam chciał bawić się z motylem
jak brat duży z małym bratem.
Ze zdziwieniem jednak spostrzegł,
że od niego wszyscy stronią...
Smutny, zmoczył wielkie nozdrza,
łez co najmniej setkę roniąc.
W końcu ktoś mu wyznał prawdę,
w którą łośki wierzyć nie chcą:
– Ja, niespełna jednolatek,
mam największy być ze zwierząt?!