Tekst: Edyta Tosza. Ilustracja: Bożena Szczuka.
O tym, co straszyło w domu pod lasem
Dawno temu, tuż przy lesie
dom pochyły stał i stary,
do którego, jak wieść niesie,
duchy wkradły się i mary.
Ktoś grasował w środku nocy,
przeraźliwy robiąc hałas:
tupał, piszczał wniebogłosy,
aż podłoga domu drżała.
Światło włączał też – do pary –
więc widoczne były cienie –
uszu, głowy, łapek zarys
oraz wielkie uzębienie.
Kto przechodził koło domu,
nerwy musiał mieć ze stali.
Nie udało się nikomu
sprawcy grozy tej ustalić.
Do momentu, gdy właściciel
nie powrócił z zagranicy
i nie odkrył, że co najmniej
tysiąc w domu swym ma... myszy.
dom pochyły stał i stary,
do którego, jak wieść niesie,
duchy wkradły się i mary.
Ktoś grasował w środku nocy,
przeraźliwy robiąc hałas:
tupał, piszczał wniebogłosy,
aż podłoga domu drżała.
Światło włączał też – do pary –
więc widoczne były cienie –
uszu, głowy, łapek zarys
oraz wielkie uzębienie.
Kto przechodził koło domu,
nerwy musiał mieć ze stali.
Nie udało się nikomu
sprawcy grozy tej ustalić.
Do momentu, gdy właściciel
nie powrócił z zagranicy
i nie odkrył, że co najmniej
tysiąc w domu swym ma... myszy.