Tekst: Bogumił Zając. Ilustracja: Bożena Szczuka.
Lisie zaloty
Lis zakochał się w lisicy
i chciał pojąć ją za żonę.
Serenady w leśnej dziczy
śpiewał nocą pod balkonem.
Pierwsza, druga… już wybrzmiały,
balkon jednak ciągle pusty.
Tłumy gapiów się zebrały,
lis wyśpiewał utwór szósty.
– Bądź mą Julią – westchnął cicho,
już w błagalne wchodząc tony.
Przez widownię przebiegł chichot,
lecz „Romeo” niezrażony.
Noc zmierzała ku jutrzence –
bard się ciągle śpiewać starał.
Wtem zabiło mocniej serce –
poruszyła się kotara.
Wszyscy głowy wyciągnęli,
by zobaczyć lisią damę,
a tu zając wyszedł w bieli,
wśród gawiedzi siejąc zamęt.
Szarak pyłek z nosa strzepał,
i odezwał się wzruszony:
– Miłość czasem bywa ślepa...
Pomyliłeś, pan, balkony!
Lisek głosem rzekł pociesznym:
– Czemu wcześniej nie przerwałeś?!
– Bo tak pięknie snułeś pieśni,
że przeszkadzać ci nie chciałem…
i chciał pojąć ją za żonę.
Serenady w leśnej dziczy
śpiewał nocą pod balkonem.
Pierwsza, druga… już wybrzmiały,
balkon jednak ciągle pusty.
Tłumy gapiów się zebrały,
lis wyśpiewał utwór szósty.
– Bądź mą Julią – westchnął cicho,
już w błagalne wchodząc tony.
Przez widownię przebiegł chichot,
lecz „Romeo” niezrażony.
Noc zmierzała ku jutrzence –
bard się ciągle śpiewać starał.
Wtem zabiło mocniej serce –
poruszyła się kotara.
Wszyscy głowy wyciągnęli,
by zobaczyć lisią damę,
a tu zając wyszedł w bieli,
wśród gawiedzi siejąc zamęt.
Szarak pyłek z nosa strzepał,
i odezwał się wzruszony:
– Miłość czasem bywa ślepa...
Pomyliłeś, pan, balkony!
Lisek głosem rzekł pociesznym:
– Czemu wcześniej nie przerwałeś?!
– Bo tak pięknie snułeś pieśni,
że przeszkadzać ci nie chciałem…