Tekst: Jacek Londyn. Ilustacja: Leon Dawińczyk.
Latający klucz
Klucz już od dawna przebywał w zamku,
w solidnej bramie tuż przy krużganku.
Bardzo zmęczony ciągłym czuwaniem,
to otwieraniem, to zamykaniem,
rzekł: „Chcę, jak ptaki, wzbić się w obłoki
i poszybować, hen, w świat szeroki”.
Dozorca cisnął pod niebo kluczem –
„Już ja cię, bratku, latać nauczę!”.
Alarm wnet wszczęła kontrola lotów:
„Proszę opuścić trasę przelotów!”.
W lot podchwyciły to dzikie gęsi:
„Nie możesz tutaj się szarogęsić”.
On zaś rzekł, ciekaw przygód i świata:
„Chętnie bym z gęsim kluczem polatał”.
Wzięły go gąski więc w ciepłe kraje –
tam też się czasem taki przydaje.
Klucz zwiedził zimą nieznane strony
i wrócił wiosną, na brąz spalony.
Chwilkę się jeszcze pokręcił w zamku –
bramę otworzył znów o poranku.
w solidnej bramie tuż przy krużganku.
Bardzo zmęczony ciągłym czuwaniem,
to otwieraniem, to zamykaniem,
rzekł: „Chcę, jak ptaki, wzbić się w obłoki
i poszybować, hen, w świat szeroki”.
Dozorca cisnął pod niebo kluczem –
„Już ja cię, bratku, latać nauczę!”.
Alarm wnet wszczęła kontrola lotów:
„Proszę opuścić trasę przelotów!”.
W lot podchwyciły to dzikie gęsi:
„Nie możesz tutaj się szarogęsić”.
On zaś rzekł, ciekaw przygód i świata:
„Chętnie bym z gęsim kluczem polatał”.
Wzięły go gąski więc w ciepłe kraje –
tam też się czasem taki przydaje.
Klucz zwiedził zimą nieznane strony
i wrócił wiosną, na brąz spalony.
Chwilkę się jeszcze pokręcił w zamku –
bramę otworzył znów o poranku.