Tekst: Bogumił Zając. Ilustracja: Bożena Szczuka.
Historia z epoki kamienia
Raz dorosły jaskiniowiec,
który miewał wizje w głowie,
wpadł na pomysł przed śniadaniem –
stworzyć obraz ukochanej.
Wybrał płaski fragment skały
(nie za duży, nie za mały),
i z zapałem, z gładszej strony,
wyrył postać własnej żony.
Gdy spojrzała lewym okiem,
uratował się odskokiem,
gdy spojrzała okiem prawym,
krokiem się oddalił żwawym.
– Według ciebie tak wyglądam?!
Niczym foka albo flądra?
Rzecz wyjaśnię w wielkim skrócie:
nogi grube jak mamucie,
nos zbyt płaski, grzbiet kościsty –
idź i szukaj okulisty!
A kreacja – daję głowę –
jak z epoki lodowcowej!
Obraz się nie ostał długo –
przywaliła weń maczugą!
Jak trzasnęło! Jak chrupnęło!
W mig skończyło męża dzieło
jako stosik elementów
(chyba brakło mu talentu).
Żona szybko ochłonęła.
– Niczym tego nie posklejam.
Tak z prezentem się nie robi,
niechaj grotę nam ozdobi.
Części w całość ułożyła
i tak… puzzle wymyśliła.
A małżonek się obraził
i rył odtąd krajobrazy,
które z czasem poznikały –
puzzle zaś do dziś zostały.
który miewał wizje w głowie,
wpadł na pomysł przed śniadaniem –
stworzyć obraz ukochanej.
Wybrał płaski fragment skały
(nie za duży, nie za mały),
i z zapałem, z gładszej strony,
wyrył postać własnej żony.
Gdy spojrzała lewym okiem,
uratował się odskokiem,
gdy spojrzała okiem prawym,
krokiem się oddalił żwawym.
– Według ciebie tak wyglądam?!
Niczym foka albo flądra?
Rzecz wyjaśnię w wielkim skrócie:
nogi grube jak mamucie,
nos zbyt płaski, grzbiet kościsty –
idź i szukaj okulisty!
A kreacja – daję głowę –
jak z epoki lodowcowej!
Obraz się nie ostał długo –
przywaliła weń maczugą!
Jak trzasnęło! Jak chrupnęło!
W mig skończyło męża dzieło
jako stosik elementów
(chyba brakło mu talentu).
Żona szybko ochłonęła.
– Niczym tego nie posklejam.
Tak z prezentem się nie robi,
niechaj grotę nam ozdobi.
Części w całość ułożyła
i tak… puzzle wymyśliła.
A małżonek się obraził
i rył odtąd krajobrazy,
które z czasem poznikały –
puzzle zaś do dziś zostały.