Tekst: Jacek Londyn. Ilustracja: Bożena Szczuka.
Historia pewnej znajomości
W moim ogródku, z początkiem wiosny,
potężne kopce z ziemi wyrosły
Kret – pomyślałem, i wściekły krzyczę:
– Zaraz ci, bratku, kości policzę!
Nadstawiam ucha – nic, głucha cisza…
Udał łapserdak, że mnie nie słyszał.
Choć wcześniej tego nie planowałem,
musiałem zabrać się za sprzątanie.
Gdy do ogródka wróciłem z rana,
znów nowa górka na mnie czekała,
a obok druga, trzecia… dziesiąta.
Cóż było robić? Nic, tylko sprzątać.
Co dzień roboty miałem po łokcie,
bo pracuś nocą wciąż wznosił kopce.
Minęło lato, a na jesieni
hultaj oznajmił, wychodząc z ziemi:
– Poczułem w kościach, że idzie zima.
Znów mnie pod ziemią dłużej zatrzyma.
Smutno mi będzie zostawić wszystko –
ogród i twoje w nim towarzystwo.
Bardzo wzruszony rzekłem: – Głuptasie,
twój problem łatwo rozwiązać da się.
Kupiłem bilet i razem z kretem
polecieliśmy zimą na Kretę.
potężne kopce z ziemi wyrosły
Kret – pomyślałem, i wściekły krzyczę:
– Zaraz ci, bratku, kości policzę!
Nadstawiam ucha – nic, głucha cisza…
Udał łapserdak, że mnie nie słyszał.
Choć wcześniej tego nie planowałem,
musiałem zabrać się za sprzątanie.
Gdy do ogródka wróciłem z rana,
znów nowa górka na mnie czekała,
a obok druga, trzecia… dziesiąta.
Cóż było robić? Nic, tylko sprzątać.
Co dzień roboty miałem po łokcie,
bo pracuś nocą wciąż wznosił kopce.
Minęło lato, a na jesieni
hultaj oznajmił, wychodząc z ziemi:
– Poczułem w kościach, że idzie zima.
Znów mnie pod ziemią dłużej zatrzyma.
Smutno mi będzie zostawić wszystko –
ogród i twoje w nim towarzystwo.
Bardzo wzruszony rzekłem: – Głuptasie,
twój problem łatwo rozwiązać da się.
Kupiłem bilet i razem z kretem
polecieliśmy zimą na Kretę.